Inne

index.jpg – życie webmastera w krzywym zwierciadle cz. 5 – A więc jesteś freelancerem…?

kobieta trzymająca napis zatrudnij mniePrzelewy do ZUS, telefony od klientów, umowy, papierki, kod, projekty graficzne, spotkania. To dużo rzeczy jak na jedną i tak już mocno zajętą głowę projektanta stron internetowych. Są jednak ludzie, którzy chcą podnieść rękawicę i samemu zmierzyć się z tym co przyniesie im los… Dzisiaj napiszemy trochę o freelancerach, wolnych strzelcach tej branży, którzy za dużo pracują i za mało zarabiają (standardowo;)… A może tak nie jest? Temat wydaje się ciekawy a zrodził się z prostego pytania, które kiedyś zadał mi znajomy – kim właściwie jest taki freelancer?

Freelancerzy – gatunki

Typ osiadły

Freelancer osiadły to człowiek, który nie będąc zatrudniony w danej firmie współpracuje z nią na stałe i to głównie od tejże firmy na zasadzie podwykonastwa otrzymuje zlecenia, które pozwalają mu opłacać ZUS i podatki, a jak coś zostanie to sobie nawet może nowe buty kupi ;)

Taki stosunek czasami może przeradzać się lub być mylonym z ‚zatrudnieniem na własnej działalności’, które jest taką ciekawą formą zatrudniania wymyśloną przez niektórych pracodawców. Właściwie to nic złego, ale nie jest to na pewno stosunek ‚freelancerski’ (brzmi dwuznacznie 0_o). W każdym razie freelancer osiadły jest na stałe związany z firmą X, która jest właściwie jego jedynym chlebodawcą. Zwykle jednak freelancer nie przesiaduje w biurze tejże firmy i jest raczej niezależny co do organizacji własnej pracy. Niestety taka forma kooperacji wymaga często dostosowania się do rygorów chlebodawcy, ale zwykle układ jest elastyczny i występuje wzajemne zrozumienie stosunku firma-firma.

Typ pół-osiadły

To taki typ freelancera osiadłego, który wzbogaca swoje portfolio klientów okazjonalnymi projektami dla innych firm niż jego podstawowy chlebodawca. Tymi klientami mogą być inne agencje/firmy programistyczne lub może to być współpraca bezpośrednio z klientem docelowym. Właściwie nie robi to większej różnicy.

Typ pół-osiadły ma często tendencję do łatwiejszego zmieniania głównego chlebodawcy albo nawet flirtowania z wieloma głównymi partnerami na raz. Tutaj typ pół-osiadły może momentami przechodzić w typ poligamisty ponieważ linia graniczna jest płynna i trudna do wyznaczenia.

Typ poligamisty

Ten typ ‚tak ma’, że współpracuje z wieloma klientami-firmami, dla których jest podwykonawcą. Nie ma on jednego głównego chlebodawcy i jest skłonny do przychylnego spojrzenia na propozycję projektów dla klientów indywidualnych.

Freelancer poligamista to kandydat na pracoholika ponieważ ciężko służy się wielu Panom – ten biedaczek zarywa wiele, wiele nocy, pije dużo kawy, słabo dba o siebie i ma wory… pod oczami. W skrajnych wypadkach zaczyna zazdrościć niewolnikom ze starożytnego Rzymu bo im przynajmniej przysługiwał jakiś czas wolny w nocy…

Typ jednoosobowej firmy

WOW. Ten facet/kobieta musiał(a) mieć naprawdę ubogie życie towarzyskie skoro zdecydował(a) się na taki krok. Przyjaciele? Co to jest i czy dają projekty? HA! Po co komu znajomi! HTML5 to też świetna zabawa!

Bardziej serio (akurat…) Mamy tutaj do czynienia z człowiekiem, który jest sam sobie szefem, sekretarką, sprzątaczką, webdeveloperem, projektantem, seo guru i kierowcą. Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż pewnie zleca część prac, na których się nie zna, ale klientom tego raczej nie mówi – po co mają się stresować?

W pewnym sensie jest to kwintesencja osoby, przez którą rozumie się ‚bycie freelancerem’, ale czy na pewno? Może to po prostu freelancer cierpiący na Zespół Braku Życia, którym zaraził się w internecie od ludzi, którzy nagadali mu jak to fajnie jest być samemu sobie szefem? Hm?

Typ dorabiacza

Ten typ wyodrębniamy na podstawie innego kryterium niż powyższe typy. Tutaj nie tyle chodzi o stosunki freelancer-klienci co bardziej pewną dwuznaczność pracy dorabiacza. Otóż dorabiacz od ósmej do szesnastej grzeje tyłek na etacie (jak to się mówi) a po obiadku zaczyna dorabiać sobie ‚freelancerką’.

Jak widzimi dla dorabiacza zlecenia są formą skoku w bok, który jest odskocznią od codziennego, stabilnego związku ze swoim pracodawcą. Ważne jest jednak aby zauważyć, że nie wszyscy pracodawcy są zadowoleni z tego, iż ich programiści/projektanci/ktokolwiek inny zatrudniony w firmie urządza sobie takie eskapaday i po godzinach skacze z kwiatka na kwiatek.

W końcu taki pracownik może też zarywać nocki, nie wysypiać się, pracować ponad siły… I co wtedy? Czy to nie jest tak, że później w biurze będzie mniej produktywny, mniej kreatywny… albo w ogóle nie do życia?

Freelancer vs. płatności

Kolejną rzeczą po której możecie poznać, że kolega, którego poznaliście na konferencji jest freelancerem jest to, iż wiecznie czeka na płatności. Nie wiem dlaczego, ale większość ludzi w naszym kraju ma bardzo elastyczny i nonszalancki stosunek do robienia przelewów za zlecenia.

Wprawdzie przyczyny tego zjawiska są tajemnicze i niewyjaśnione to jednak jest to coś co mocno definiuje bycie freelancerem. Lepiej dobrze zapamiętać hasło do bankowości elektronicznej bo będziecie ją często (bardzo często) odwiedzać.

Dziwne jest to, że klienci nagle przestają wysyłać pięciu maili w ciągu dnia kiedy tylko projekt sie kończy i ciężko z nimi złapać kontakt telefoniczny. Nagle jakgy rozpływali się w powietrzu nie chcąc prowokować krępujących pytań o pieniądze. Te pytanie to najczęściej: „Czy wysłał Pan/Pani przelewl?”, „Kiedy mogę się spodziewać przelewu?” oraz (już na późniejszym, bardziej nerwowym etapie) „Gdzie moje pieniądze!?”.

W każdym razie jeśli znacie kogoś kto obudzony w środku nocy jest w stanie wyrecytować swoje hasło do banku bez zająknięcia to zapewne jest on freelancerem.

Czas „wolny”

Coś takiego jak czas wolny nie istnieje w słowniku freelancera. Niedziele, święta.,, pfff… Ja nie dam rady? Ciągły sprint za terminami, najczęściej nieudane próby oddania projektów wcześniej, hektolitry kawy, energetyków i innych rakotwórczych substancji. Gdzie tu czas na czas wolny? Dobrze jest jeśli jest czas na szybki prysznic a co tu dopiero mówić o jakiś tam ekstrawagancjach w postaci życia prywatnego.

Większość freelancerów zauważa, że jako freelancerzy pracują więcej niż ludzie pracujący na etacie i to najczęściej prawda. W końcu rachunki same się nie zapłacą, a jako zleceniobiorca jesteś w ciut innej sytuacji niż pracownik etatowy. Z drugiej strony sam kreujesz sobie czas i warunki pracy, więc jeśli bierzesz więcej pracy niż możesz zmieścić w ośmiu godzinach to najczęściej możesz winić tylko siebie za to… Z trzeciej strony starą prawdą pracy z klientem jest to, że ciężko jest zarządzać projektami gdzie robi się coś ‚na zamówienie’. Wycena i budżetowanie projektów to dość skomplikowana sprawa, z którą nie każdy sobie radzi. Dodajemy do tego jeszcze czynnik klienta i mamy gotowy ambaras…

Podsumowanie

Zbierając to wszystko do kupy to jeśli znacie kogoś kto o jedenastej rano w poniedziałek jeszcze śpi, pracuje do 23:40, nigdy nie ma czasu żeby iść na piwo, wiecznie sprawdza stan konta i jest generalnie zabiegany to znaczy, że ta osoba prawdopodobnie jest freelancerem…

Życie freelancera nie jest łatwe. Powiem więcej – jest wręcz bardzo ciężkie. O tym jak radzić sobie jako wolny strzelec napisano wiele, ale większość freelancerów kiedy decyduje się na bycie freelancerem bierze pod uwagę tylko pozytywne aspekty takiej pracy.

A Wy? Jesteście freelancerami? Jakie były wasze motywacje i jakie są wasze przemyślenia z perspektywy czasu? Zapraszam do zostawiania komentarzy! Może razem coś wymyślimy na te nasze problemy :)

Image courtesy of Stuart Miles at FreeDigitalPhotos.net

Tagi:freelancerpromowanyweb design

komentarzy 9

  • Awatar
    Comandeer

    31 sierpnia 2014 15:59

    >Po co komu znajomi! HTML5 to też świetna zabawa!
    Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż pewnie zleca część prac, na których się nie zna, ale klientom tego raczej nie mówi – po co mają się stresować?
    Zwykle to mnie zleca się takie rzeczy :D A ja, jak mam z czymś problem, to wolę przeryć się przez dokumentację, w ostateczności zapytać znajomego a zlecić dopiero jak poczuję zimną lufę terminu na karku.

    >Może to po prostu freelancer cierpiący na Zespół Braku Życia, którym zaraził się w internecie od ludzi, którzy nagadali mu jak to fajnie jest być samemu sobie szefem?
    W moim wypadku po prostu próbowałem se znaleźć zajęcie na nudne popołudnia i tak jakoś zostało.

    >Kolejną rzeczą po której możecie poznać, że kolega, którego poznaliście na konferencji jest freelancerem jest to, iż wiecznie czeka na płatności.
    Zatem nie jestem freelancerem ;)

    >Coś takiego jak czas wolny nie istnieje w słowniku freelancera.
    Z tym, że dla mnie kodzenie jest czasem wolnym… Paradoks?

    Odpowiedz
    • Awatar
      Mr.Mr

      1 września 2014 00:50

      To chyba zależy, czy trakujesz to jako źródło utrzymania, czy coś dorywczego. Właściwie to może jesteś jakimś kolejnym typem freelancera? „Dorabiacz”? :-)

      Odpowiedz
      • Awatar
        Comandeer

        1 września 2014 12:33

        Raczej idealista, który od czasu do czasu podpisuje cyrograf w zamian za kawałek chleba ;)

        Odpowiedz
      • Awatar
        Mr.Mr

        1 września 2014 19:37

        To by wiele tłumaczyło ;-)

        Odpowiedz
  • Awatar
    Radi

    31 sierpnia 2014 16:54

    Znam to z autopsji! One Men Army! :)

    Odpowiedz
  • Awatar
    Antonio

    21 września 2014 13:17

    Pojawiające się po stokroć „na prawdę” pisze się razem ;) Poza tym świetne artykuły :)

    Odpowiedz
    • Awatar
      Mr.Mr

      21 września 2014 22:07

      Pojawiało się tylko raz ;P

      Odpowiedz
      • Awatar
        Antek

        23 września 2014 11:29

        Ok, ok… przeczytałem wszystkie Twoje artykuły ;)

        Odpowiedz
  • Awatar
    Licho nie śpi

    5 lipca 2016 04:43

    Jakby to zgrabnie opisać… Jeśli znacie kogoś, kto o 4:40 nad ranem właśnie skończył pracę i idzie o niej czytać w sieci, to najpewniej jest freelancerem. Z tym brakiem czasu niestety prawda. Trzeba kilku lat by zrozumieć, że klient nie chce mieć niczego na wczoraj – tylko tak mówi z nieświadomości. Że warto zawsze zostawić sobie kilka dni luzu – bo krótszy czas pracy z wypoczętym ciałem i umysłem to lepszy efekt niż katowanie się przez 20 godzin dziennie przed monitorem.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź