Inne

index.JPG – życie webmastera w krzywym zwierciadle – szukanie pracy

Szukanie pracy przez osoby, które (umownie) nazwiemy "webmasterami" może być prawdziwą katorgą. Szczególnie, że nazwy stanowisk bywają różne i mylące. W tym gąszczu absurdów, niedopowiedzeń i ogłoszeń jakby żywcem przeklejonych z innych ogłoszeń ciężko jest się połapać. Do tego dochodzi cały ciekawy i często komiczny proces rekrutacji, który sam w sobie może być wstępem do ciekawego artykułu satyrycznego. Zacznijmy od początku.

Kim jesteś?

To ważne pytanie, które musisz sobie zadać. Jakiś czas temu pisano o tym na CSS-Tricks. Podział tam zaproponowany wydaje się sensowny, ale niestety większość pracodawców na rynku chyba nie czyta tego bloga… Nie raz można spotkać ogłoszenia gdzie miesza się zagadnienia związane 'frontendem' i 'backendem', nie raz okazuje się, że aby aplikować na dane stanowisko trzeba być właściwie takim mitycznym webmasterem, człowiekiem, który posiadł wszelką wiedzę o technologii i robi wszystko co z "robieniem stronek" jest związane.

Oczywiście są też "dobre" ogłoszenia. Takie gdzie nazwa stanowiska jest jakoś adekwatna do zakresu zadań. Z drugiej strony można powiedzieć, że to tylko nazwy, a ostatecznie i tak zakres obowiązków (w konfrontacji z naszymi umiejętnościami) decyduje o tym czy pracę dostaniemy czy nie. No… to też nie jest takie łatwe…

Często jest tak, że ogłoszenie nie jest 'zbyt precyzyjne' albo że Pani z HR wpisała tam coś co wyczytała w innym ogłoszeniu gdzie nazwa stanowiska pokrywała się nazwą, którą jej podano. Pytanie za 100 punktów: Czy webdeveloper znający html, css i php to ten sam człowiek co webdeveloper piszący w Pythonie? Większość z Was pewnie słusznie zauważyła, że nie. Niestety nazwa stanowiska o dźwięcznej nazwie 'webdeveloper' w dzisiejszych czasach znaczy tyle co nazwa 'praca', czyli jest dość ogólna…

Jaka praca?

Tutaj też jest pewien dysonans. Wiele ogłoszeń 'o pracę' tak na prawdę dotyczy pracy, ale w takim szerszym rozumieniu (bardziej ogólnym). To oznacza, że Twój potencjalny 'pracodawca' wcale nie koniecznie musi chcieć Ci dać umowę o pracę… Oczywiście jeśli jest to za obustronną zgodą stron to czemu nie… W branży internetowej elastyczne stosunki prawne takie jak umowy zlecenia itd. są bardzo powszechne i często nawet pożądane przez szukających zajęcia, ale jednak nie zawsze zaznacza się to wprost.

Z drugiej strony nie można narzekać. Nawet dobra znajomość HTML i CSS może nam dać stanowisko z perspektywą rozwoju, więc wiele osób z innych branż mogła by pozazdrościć takiej sytuacji.

Za ile?

Temat przyjemny i bolesny jednocześnie ;) Generalnie umiejętności techniczne i projektowe są w cenie ponieważ to konkretne i wymierne umiejętności pozwalające na realne przełożenie na wynik. Z tego co w życiu zauważyłem to najgorzej z płacami jest na stanowiskach gdzie nie trzeba mieć sprecyzowanych umiejętności.

Płacowo IT (a tutaj przecież plasuje się branża internetowa) jest jedną z najciekawszych branż w Polsce i na świecie. Co więcej dzięki umiejętnością kodowania lub projektowania łatwo jest się załapać na zagraniczny kontrakt.

Niestety jeśli chodzi o konkrety to najlepiej jest się orientować wśród znajomych z branży ponieważ przez ten koszmar z nazewnictwem często ciężko jest się odnaleźć w różnych zestawieniach płacowych dostępnych w internecie.

Rozmowa rekrutacyjna

To też bardzo ciekawy temat do omówienia. Często to właśnie na niej okazuje się jak bardzo mało precyzyjne albo w ogóle nie trafione było ogłoszenie o pracę :)

Z innej beczki rozmowa rekrutacyjna to dobry moment na wybadanie firmy. Jeśli ludzie wyglądają na zadowolonych, a przynajmniej nie mają łez na twarzy i worów pod oczami to może oznaczać, że w pracy nie będziemy musieli się przemęczać. Badając potencjalnego pracodawcę warto też zlokalizować kuchnię i jej wyposażenie (ekspres do kawy to +10 do charyzmy firmy). Warto też oblukać korytarz, czy czasami nie stoi tam stół do piłkarzyków albo nawet jakaś konsola (osobiście wolę piłkarzyki).

Następnie trzeba się dobrze przyglądać osobie, która z nami rozmawia. Uwaga! Zbyt luźne podejście do rozmowy może oznaczać podstęp. Jeśli rekruter jest zbytnio wyluzowany to być może firma szuka jakiegoś biedaka, którego chcą wsadzić na minę kończenia projektów, do których nikt nie chcę się zabrać. Warto na to zwrócić uwagę. Z drugiej strony ciężko stwierdzić bo totalne wyluzowanie może też oznaczać, że ludzie w firmie po prostu są sympatyczni… Ciężki orzech do zgryzienia. Interpretacja należy do Ciebie i jest wypadkową Twojej podejrzliwości wobec innych ludzi i umiejętności trzeźwego oceniania osobowości.

Ostatnia uwaga. Jeśli w jakimkolwiek kontekście usłyszysz nazwę IE6 – przypomnij sobie gdzie są drzwi i użyj tej wiedzy.

Jakiego szukać pracodawcy?

Idealnie to takiego, który wyznaje zasadę, że czy się stoi czy się leży dwa tysiące się należy. W ten sposób nawet jak nic nie będziemy robić to zawsze będziemy spokojni o te nasze dwa tysiące. Zresztą jakaś podstawa wynagrodzenia zawsze musi być…

Dobry pracodawca to też pracodawca, który zna pojęcia "urlopu" i "zwolnienia lekarskiego". To dość istotne elementy pracy chociaż de facto z pracą nie mają wiele wspólnego bo na L4, czy na urlopie się nie pracuje (co do zasady).

Już takim wyśnionym pracodawcą jest taki, który potrafi zmotywować do pracy inaczej niż krzycząc: "Nie będzie wypłat!".

Image courtesy of Grant Cochrane at FreeDigitalPhotos.net

komentarze 4

  • Awatar
    Michał Kortas

    2 września 2013 21:36

    „Jeśli w jakimkolwiek kontekście usłyszysz nazwę IE6 – przypomnij sobie gdzie są drzwi i użyj tej wiedzy.” – Jak dla mnie to cytat miesiąca :D

    Odpowiedz
  • Awatar
    Piotr Nalepa

    2 września 2013 23:28

    Ciekawy wpis. Dość ogólny. Jednak warto wspomnieć o podziałach na małe firemki, które szukają „człowieka-orkiestry” za 2 tysiące, jak i większe firmy, najlepiej międzynarodowe, które mają doprecyzowane potrzeby i płaca jest odpowiednia do powierzonych obowiązków.

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź