Książki

Recenzja: Podręcznik projektantów WWW

W dzisiejszych czasach tworzenie stron internetowych jest na wyciągnięcie ręki. Gotowe przykłady, samouczki, tutoriale – sieć jest pełna tego typu materiałów. Jednak już na pierwszy rzut oka można odróżnić stronę stworzoną przez amatora od tej zaprojektowanej i wykonanej przez profesjonalistę. Droga do zaszczytnego tytułu specjalisty jest długa i wyboista. Jednak dzięki tej książce może być zdecydowanie bardziej przyjemna!

Helion.pl

Kiedy wybierałem dwie nowe książki do recenzji, zastanawiałem się, która z nich okaże się lepsza: omawiany właśnie „Podręcznik projektantów WWW” czy poprzednio opisywany „Podręcznik freelancera„. Już na wstępie powiem Wam, że dużo lepsze wrażenie wywarła na mnie pozycja druga. Nie oznacza to jednak, że pierwszy podręcznik jest gorszy. Wszystko zależy od subiektywnego podejścia do tematyki oraz tego, że dużo więcej tajemnic krył przede mną freelancing. Co ciekawego znalazłem z „Podręczniku projektantów WWW„? Za chwilę postaram się to streścić.

Książki tej nie można nazwać opasłym tomiszczem, jednak zawiera w sobie 12 treściwie opracowanych działów. Tak jak mają w zwyczaju redaktorzy Smashing Magazine, nie natrafimy w niej na zbyt wiele skomplikowanych zwrotów (a jeśli tak, to są dobrze nam wyjaśnione). Całość czyta się lekko i płynnie, chociaż niektóre podrozdziały wydają się być zbyt uproszczone, gdyż opisują rzeczy dla większości projektantów oczywiste.

Pierwszy rozdział przedstawia nam smutną prawdę o firmowych witrynach internetowych. Wiele osób nadal myśli, że opieka nad stroną www jest lekkim zajęciem, które właściwie nie kosztuje nas ni krzty wysiłku i czasu. To jeden z podstawowych błędów w wielu sytuacjach.

Druga część jest przedstawieniem wyników audytu, którego przeprowadzili autorzy. Dotyczył on rozpoznania i ocenienia kilkudziesięciu stron – portfolio, tak abyśmy mogli poznać obecne trendy i sprawdzone sposoby na pozyskanie nowych klientów.

Kolejnym ciekawym tematem opisywanym w „Podręczniku projektantów WWW” jest projektowanie interfejsu użytkownika na potrzeby biznesowych aplikacji WWW. Poznamy tu różnice (a jest ich naprawdę wiele) pomiędzy witryną, a aplikacją internetową. Warto znać upodobania internautów i właśnie w sieci szukać swojej niszy biznesowej.

Dla osób, które nie posiadają zmysłu artystycznego, szczerze mogę polecić rozdział o numerze siódmym. Wszystko co o kolorach powinniśmy wiedzieć, znajduje się właśnie w tym miejscu. Nie tylko informacje o stosowaniu barw, ale też szczegółowe opisy wielu konkretnych zestawień kolorystycznych.

Najwięcej przyjemności podczas czytania przysporzyła mi jednak część kolejna. W dość prosty i zrozumiały sposób przedstawiła ona cały proces tworzenia strony internetowej, z pozycji naszego klienta oraz naszej. W jej kilkunastu częściach można ujrzeć dwie strony medalu i dwa, zupełnie od siebie różne, spojrzenia na jeden i ten sam projekt.

Powszechnie wiadomo, że bez znajomości nie mamy zbyt wielkiej szansy na zaistnienie w jakiejkolwiek branży. Tak jest też oczywiście w pracy projektanta stron internetowych. Przedostatni dział treściwie i wyczerpująco przedstawia nam wszelkie zagadnienia dotyczące kreowania sieci znajomości, referencji i współpracy.

Podsumowanie

Jeżeli miałbym określić oba podręczniki (projektantów WWW i freelancera), to nazwałbym je rodzeństwem. Każda z książek świetnie uzupełnia drugą. O ile jesteśmy dobrze obeznani w tematach, niektóre ich części mogą nas nudzić, jednak dla wielu osób powinny one okazać się świetną skarbnicą wiedzy.

A tej nigdy dość!

Zobacz fragment książki Kup książkę on-line

komentarze 4

  • Awatar
    Mr.Mr

    17 maja 2013 23:26

    Jeśli chce się prowadzić mikrobiznes to niestety trzeba się otrzeć o sprawy kierowania projektem, pozyskiwania klientów i utrzymywania z nimi relacji. Każdy freelancer to taka jednosobowa armia ;)

    Odpowiedz
    • Awatar
      Michał Kortas

      18 maja 2013 10:07

      Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Takiego obszernego doświadczenia nie zdobędziesz w inny sposób :-)

      Odpowiedz
      • Awatar
        Mr.Mr

        21 maja 2013 12:16

        Prawda, ale czasami można osiwieć. Jeśli pracujesz w dużej (albo chociaż średniej) firmie to kontakt z klientem przechodzi przez dział sprzedaży/kierownika projektów (czy kto tam się tym zajmuje). Natomiast jak trzeba sobie samemu z tym radzić to… czasami bywa ciężko ;)

        Odpowiedz
      • Awatar
        Michał Kortas

        21 maja 2013 12:21

        Pracuję właśnie w bardzo małej (liczbowo) firmie, gdzie każdy musi sam dbać o wszystkie etapy pracy. Tak jak mówisz, zdarzają się przypadki, że dostaję białej gorączki :D

        Odpowiedz

Zostaw odpowiedź