Co do WebIDE – bardzo fajnie, że dla systemu opartego na *otwartych standardach* potrzebny jest dedykowany edytor. Ktoś nas chyba robi lekko w * ;) A to, że FirefoxOS nie ma nic wspólnego z otwartymi standardami, można się przekonać przeglądając dokumentację MDN: spokojnie 85% APIs nie jest nawet zgłoszona do standaryzacji w W3C. Co więcej, Mozilla tym zachowaniem ubiła np. Web Intents, wprowadzając na ich miejsce Web Activities. Do tego dochodzą takie ciekawostki, jak CameraManager, zamiast rozwijanego Device API, mozPay, które jest konkurencyjne dla Google Wallet i które – tak samo jak rozwiązanie Google – nie ma nic wspólnego z rozwijanym w W3C standardem obsługi płatności czy wreszcie Firefox Accounts, które są „bardziej priorytetowe” niż Persona, wcześniej określana jako pogromca OAuth 2.0 a obecnie, przez samą Mozillę, sprowadzona do roli „systemu weryfikacji maila”. I nic dziwnego, skoro Mozilla urąbała Mozilla Labs (http://www.ianbicking.org/blog/2014/09/professional-transitions.html) a tym samym tak genialne projekty, jak Popcorn czy Together.js.
Jeśli chodzi o Valence, czyli debugowanie innych przeglądarek: jaką mi to daje przewagę nad wykorzystanie zautomatyzowanych testów przy pomocy Selenium? W przypadku debugowania Chrome na Androidzie kroki, które trzeba wykonać, żeby tę funkcję aktywować, są de facto takie same, jak przy próbie debugowania mobilnego Chrome w desktopowym Chrome – żadnego kroku naprzód tu nie ma. A debugowanie desktopowego Chrome w lisku to IMO już sztuka dla sztuki, zwłaszcza, że dev tools w Chrome zdają mi się przyjaźniejsze i bardziej rozbudowane. + mają tę przewagę, że przy małym nakładzie pracy mogę w nich debugować aplikacje napisane w node.js. W dokumentacji Valence nie widzę żadnej wzmianki o takiej możliwości. No i wszystko się podpina pod WebIDE – serio muszę zmieniać swoje przyzwyczajenia z ST? Jakoś średnio mnie kusi taka wizja.
To tyle tak z zewnątrz – skusiłem się jednak i ściągnąłem (i tu już ciekawostka – czemu nie ma debki dla Ubuntu, tylko jest uniwersalne archiwum dla wszystkich 64-bitowych pingwinków?). Inspektor elementów wygląda bardzo podobnie do tego, który jest w Chrome. Brakuje mu jednak obsługi Shadow DOM, która dla mnie obecnie jest kluczowa. Natomiast miłym dodatkiem jest pokazanie który element łapie jakie zdarzenia – IMO jednak jest to mniej czytelne niźli oddzielny tab od tego w inspektorze w Chrome. Ciekawi mnie także dlaczego Firefox zdarzenia przypięte do window pokazuje na document.documentElement w inspektorze. W zależności od tego, co chcemy zrobić, może to prowadzić do błędnych wniosków. Fajne są wykresiki funkcji czasowych przy transitions w inspektorze – wyglądają naprawdę ładnie. Pytanie brzmi: czy aby na pewno są użyteczne? ;) Reszta devtoolsów z dolnego paska jest analogiczna do tego, co znajdujemy w Chrome. Jedynym dodatkiem ponad to jest edytor stylów – czasami się przydaje, jednak osobiście wolę po prostu bawić się stylami w inspektorze elementów.
Widok RWD wygląda bardzo podobnie, jak w Chrome. Niemniej ma mniej opcji: brak tutaj listy predefiniowanych urządzeń, symulowania ograniczeń transferu sieciowego czy nadpisywania UA stringu. Mamy za to opcję screenshota, której w Chrome nie ma.
WebIDE – cóż, faktycznie wygląda jak edytor tylko i wyłącznie appek dla FirefoxOS… No to raczej mi się nie przyda.
Firefox Hello – wbudowany komunikator oparty o WebRTC a więc p2p (p2p przy pomocy linka – to mnie zawsze bawi w WebRTC :D). Coś pięknego, ale raczej nie uzyska to dużej adopcji. A szkoda.
Sam pomysł jest genialny i chętnie bym zobaczył Chrome Developer Edition, jednak IMO wykonanie winno być lepsze. Na razie Mozilla po prostu to, co miała, wpakowała do nowego produktu i wydała. Nie ulepszyli tego jakoś drastycznie, żeby móc powiedzieć „To jest nowy produkt” – to po prostu lisek, z natywnie doinstalowanymi dodatkami i nowym theme. To trochę IMO mało. No i sam Gecko nie jest szczególnie bleeding edge, co dla mnie akurat jest bardzo istotne (ale nigdy bym nie zgodził się na Firefoksa z Blinkiem, bo to by oznaczało koniec Open Web!). Mozilla się miota, nie wie co ma robić. Pracują równolegle nad asm.js (który nie zdobył aż tak dużej popularności, jak myśleli), Polaris (które może zabić sieć Tor i raczej rozwścieczyć userów liska niż im pomóc), FirefoxOS (który ma schizofrenię i twierdzi, że jest oparty na otwartych standardach, a nie jest), Firefoksem i FDE (które pewnie w końcu się rozejdą i FDE będzie jechał na innej wersji Gecko, co doprowadzi do wewnętrznej fragmentacji środowiska Mozilli) a równocześnie ubijają Mozilla Labs, które – zamiast tworzyć produkty pod liska – tworzyło produkty dla Sieci (c’mon – Mozilla, największy zwolennik Open Web, uwala projekt, który najbardziej tej wizji służy?). Do tego dochodzi słynna akcja z Eichem i bezsensowne lamentowanie, że tracimy rynek i to wina Google (http://robert.ocallahan.org/2014/08/choose-firefox-now-or-later-you-wont.html). Mozilla gdzieś w swoich działaniach IMO się pogubiła – łapie za ogon za dużo srok i one zaczynają ją dziobać i to mocno. Lisek traci udziały głównie z powodu dziwnych decyzji (patrz: uwalenie wersji 64-bitowej) i tego, że pozostaje w tyle za Chrome (słynne problemy z Firefox Sync czy właśnie brak wsparcia dla bleeding edge). FirefoxOS nigdy nie zdobędzie dużych udziałów na rynku mobilnym, bo pojawił się zbyt późno i dodatkowo jest instalowany na telefonach, które kilka lat temu nie uchodziłyby za demony prędkości, co niestety odbija się na jakości systemu (JS, który nie należy mimo wszystko do najszybszych języków świata + słaby sprzęt = wolniejszy nawet od TouchWiza). Problemy można by mnożyć. Kibicuję Mozilli, bo zrobiła – i wciąż robi – bardzo dużo dla Sieci. Ale… to już nie jest ta sama Mozilla. Powoli – niestety! – zamieniają się z fundacji w korporację, dbającą o własne zyski. A szkoda. Może i Google dla swojego Chrome snuje mocno monopolistyczne i totalistyczne plany, w których całym ekosystemem jest ta przeglądarka, zespolona z ChromeOS i Androidem, ale ta wizja jest spójna. Tej spójności – póki co – niezmiernie mi brakuje w wizji Mozilli.
]]>