Inne

index.JPG – życie webmastera w krzywym zwierciadle

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że trochę już w tym biznesie siedzę i nie raz miałem okazję widzieć, słyszeć lub uczestniczyć w komicznych wręcz sytuacjach. Stąd wpadł mi do głowy pomysł takich cyklicznych artykułów z cyklu „życie webmastera w krzywym zwierciadle”. Oczywiście to co przeczytacie to pewne skrajności, które mogą się przydarzyć „w dziczy”, ale to nie zmienia faktu, że często są po prostu śmieszne. Dzisiaj zaczniemy od klientów.

Oczywiście na samym starcię zaznaczę, że lubię swoich klientów. Mimo, że czasami przyprawiają mnie prawie o zawał to jednak oni płacą rachunki ;) A dzięki temu ja mogę opłacić rachunki za prąd i internet (i nawet coś zostaje).

Pierwsze pytanie klienta: „W czym Pan robi strony?”

Ja: „Nie rozumiem pytania”

Klient: „Photoshop?”

Ja: „eee…”

Autentycznie czasami mam wrażenie, że klienci myślą, że strony www robi się w programach graficznych. Oczywiście biorę poprawkę na to, że zwykle rozmawia się z laikami (w końcu to my jesteśmy zawodowcami – przynajmniej powinniśmy być), ale z drugiej strony taka lekka ignorancja aż boli. Tym bardziej, że podobną rozmowę miałem dosłownie już kilka dni po pierwszej…

Klient: „A to w czym Pan robi strony?”

Ja (przestraszony lekko): „Nie rozumiem”

Klient: „Photoshop? Jakiś inny program?”

Ja: „Tak inny. <ironia>HTML</ironia>”

Klient: „Nie znam.”

To się chyba bierze z tworzenia projektów graficznych w programach typu Photoshop (pewnie głównie w nim). Przez to klienci mają wrażenie, że PSD jest właściwie jakimś początkiem i końcem pracy, który zamyka cały temat. Później to tylko jakieś „detale” dzięki, którym z pliku graficznego robi się „coś” co wyświetla się w przeglądarce, reaguje na akcje użytkownika i jest możliwe do edycji przez zaplecze systemu CMS, który sam w sobie jest mini aplikacją webową… Takie detale…

Inne kwiatki, telefon od potencjalnego klienta, który dostał mój numer od wspólnego znajomego:

Klient: „Witam. Potrzebuję wizytówki i logo. Tak dosyć szybko, najlepiej na pojutrze. A! No i jeszcze folder reklamowy i broszurkę.”

Ja (zdezorientowany): „Eee… nie zajmuje się tym, projektuje strony internetowe.”

Klient (po głosie słychać, że też zdezorientowany): „To nie to samo?”

Ta rozmowa trwała jeszcze długo, ale niestety klient nie chciał strony www :)

Z innych ciekawostek – gwarancje. Zwykle tak jest, że niepisana zasada mówi iz należy naprawić stronę, z którą „coś się dzieje” nie z winy klienta. To oczywiście ma też swoje granice, ale są klienci, którzy jak tylko usłyszą w słuchawce słowo „tak” myślą że „przy okazji” można im zrobić drugi onet…

Klient: „Witam. Coś mi nie działa. Mógłby Pan na to zerknąć?”

Ja: „Ok, ale jeśli to nie jest z mojej winy to będę musiał wystawić rachunek.”

Klient: „Nie ma problemu. A przy okazji proszę jeszcze zmienić nam slider na jakiś inny, dodać nowy edytor tekstu na zapleczu i może przeprojektowałby Pan stronę bloga bo jakoś się nam już nie podoba. A tak w ogóle to sklep to duży problem?”

Ja: „Duży.”

Inną ciekawostką są klienci nieustannie zmieniający zdanie. Na takie wypadki warto mieć dobrze skonstruowaną umowę i specyfikację projektu. W przypadku gdy kontrahent będzie opóźniał się w przekazaniu materiałów lub właśnie sztucznie go przedłużał musicie być zabezpieczeni bo inaczej szybko przestanie być wesoło.

Pozdrawiamy wszystkich naszych, kochanych klientów!

Image courtesy of David Castillo Dominici at FreeDigitalPhotos.net

komentarzy 5

Zostaw odpowiedź